

Płacisz za kliknięcia. Nie dostajesz wystarczająco dużo sprzedaży. Luka między "zobaczyli reklamę" a "zapłacili" to miejsce, w którym po cichu wycieka większość budżetów e-commerce. Omnichannel to sposób, żeby ją domknąć – nie przez dokładanie kanałów, ale przez sprawienie, by te, które już masz, działały jak jedna podróż.
Większość marek jest multichannel: puszcza reklamy na Meta, publikuje na Instagramie, wysyła e-maile i ma sklep. Kanały istnieją, ale nie rozmawiają ze sobą. Kupujący dostaje remarketing produktu, który już kupił, albo widzi jedną cenę w reklamie, a inną przy płatności.
Wyobraź sobie tego samego kupującego w ciągu tygodnia: w pociągu stuka w relację na Instagramie, w porze lunchu przegląda ofertę na laptopie, wieczorem dostaje e-mail z przypomnieniem, a kupuje na telefonie dwa dni później. Multichannel traktuje ich jak czterech obcych ludzi. Omnichannel wie, że to jedna osoba, i wychodzi jej naprzeciw właściwym komunikatem na każdym kroku. Na tym polega cała różnica i jest ona warta realnych pieniędzy.
Omnichannel oznacza, że każdy punkt styku dzieli się kontekstem. Reklama, strona docelowa, e-mail i sklep zachowują się jak jedna rozmowa z jednym klientem – bo nią są. Ta ciągłość jest silnikiem konwersji.
Rozróżnienie brzmi akademicko, dopóki nie zobaczysz różnicy w przychodzie. Kupujący, który wchodzi w kontakt z marką w kilku skoordynowanych kanałach, jest wart wyraźnie więcej niż ten, który zobaczy pojedynczą reklamę – kupuje częściej i zostaje dłużej. Marki rosnące najszybciej to nie te obecne na największej liczbie platform; to te, których platformy zachowują się jak jeden system.
Zanim wydasz więcej, znajdź, gdzie już teraz tracisz ludzi. Z naszego doświadczenia spadki kumulują się w czterech przewidywalnych miejscach.
Naprawienie tego jest zwykle tańsze i szybsze niż podnoszenie budżetu. Ciaśniejszy lejek sprawia, że każde kliknięcie, które już masz, jest warte więcej – i to jest sedno optymalizacji współczynnika konwersji, która zasługuje na osobną, głębszą lekturę.
Nagłówek, w który kliknął kupujący, powinien być pierwszą rzeczą, jaką przeczyta na stronie. To "dopasowanie komunikatu" jest pojedynczą poprawką o największej dźwigni w płatnym e-commerce. Kiedy reklama obiecuje "ręcznie robione tureckie ręczniki bawełniane, 30% taniej", a strona docelowa otwiera się na ogólnej stronie głównej, właśnie zapłaciłeś za kliknięcie i w tej samej sekundzie złamałeś obietnicę. Nasz zespół płatnej reklamy buduje kreacje i strony docelowe jako jedną całość właśnie z tego powodu – reklama i strona powstają razem, nigdy doklejane później.
Wytnij kroki. Pokaż lokalną walutę i lokalną płatność. Zrób z mobilnej finalizacji zakupu dwa ekrany pod kciuk, a nie pięć. Szybki sklep, który sprawia wrażenie rodzimego, to w równym stopniu problem web developmentu, co marketingu.
Większość kupujących potrzebuje kilku kontaktów. Ogromna większość osób odwiedzających po raz pierwszy wychodzi bez zakupu – to normalne, a nie porażka. Błędem jest pozwolić im odejść na zawsze. E-mail, SMS i remarketing odzyskują dużą część tych osób, ale tylko wtedy, gdy follow-up jest skoordynowany i trafny, a nie ogólnym mailingiem w stylu "coś Ci zostało w koszyku".
Przykład z życia: kupujący klika reklamę na Meta dotyczącą konkretnego produktu, trafia na dopasowaną stronę, dodaje do koszyka i wychodzi. System omnichannel wysyła e-mail odnoszący się do dokładnie tego produktu, remarketuje tą samą kreacją i – jeśli kupujący wróci – wita go towarem wciąż w koszyku. System multichannel dla odmiany remarketuje mu losowy bestseller i wysyła kod rabatowy 10% na cały sklep. Te same kanały, zupełnie inny efekt.
Marki, które wygrywają, prowadzą swoje kanały ze wspólnego widoku klienta. Wydatki podążają za tym, co realnie konwertuje, a kreacje są inteligentnie wykorzystywane ponownie na różnych powierzchniach.
Widzieliśmy, jak to się kumuluje u Topface, marki beauty żonglującej naraz retailem, płatnymi reklamami, social mediami i influencerami. Przed skoordynowaniem te kanały konkurowały o tego samego klienta i ten sam budżet; potem każdy karmił kolejny – social budował świadomość, reklamy łapały intencję, a sklep domykał. Spięcie ich w jeden lejek – zamiast czterech konkurujących – to właśnie zadanie marketingu omnichannel i marketingu wielokanałowego.
Atrybucja ostatniego kliknięcia karze kanały, które tworzą popyt, i nadmiernie nagradza te, które go łapią. Żeby prowadzić omnichannel uczciwie, potrzebujesz widoku obejmującego wszystkie punkty styku.
To terytorium performance & growth marketingu – i coraz częściej narzędzi predykcyjnych, o których piszemy w tekście o automatyzacji marketingu z AI i analityce predykcyjnej w Europie.
Nie potrzebujesz pełnej zmiany platformy, żeby zacząć domykać tę lukę. Oto skupiony miesiąc, który się kumuluje.
Każdy krok czyni kolejny bardziej opłacalnym, bo poszerzasz rurę, zanim przepchniesz przez nią więcej wody.
Multichannel oznacza, że jesteś obecny w wielu kanałach. Omnichannel oznacza, że te kanały są zintegrowane wokół jednego klienta, dzielą dane i kontekst, więc doświadczenie jest spójne we wszystkich.
ROAS liczony osobno dla każdej platformy często podwójnie liczy te same konwersje i ignoruje całą podróż. Łączny ROAS i konwersje wspomagane zwykle pokazują, że kanały podkradają sobie zasługi, zamiast napędzać nową sprzedaż.
Najpierw sklep. Nieszczelny lejek marnuje każde euro wydane na reklamę. Dociśnij dopasowanie strony docelowej, szybkość na mobile i finalizację zakupu, zanim zwiększysz budżet.
Jeśli Twoje reklamy działają, a sprzedaż nie, problemem prawie nigdy nie jest reklama – jest nim most. Zbudujmy ten most razem i zamieńmy wydatki, które już ponosisz, w konwersje.
Newsletter

Klikając przycisk wysyłki, akceptujesz
zasady przetwarzania danych osobowych.